Uwierzyłem w sto procent
Zacznę od przyznania się do czegoś, co nie jest łatwe. Uwierzyłem. Nie w pięćdziesiąt, nie w dziewięćdziesiąt procent. W sto.
Jedno zdanie lekarza wystarczyło, żeby w ciągu czterech dni zrobić ze mnie, silnego i zdrowego faceta, przygarbionego staruszka. Bez żadnej choroby. Tylko dlatego, że zdanie trafiło we mnie bez filtra.
To zjawisko ma swoją nazwę: nocebo. Zła siostra placebo. I jest dużo groźniejsza, niż większość ludzi myśli.
Zawał, którego nie było
Jestem w pełni sił, fizycznie i psychicznie. Idę do przychodni na rutynowe badanie: ciśnienie, osłuchanie płuc, zwykła kontrola. Lekarz rodzinny postanawia przy okazji zrobić mi EKG w gabinecie. Po kilku minutach marszczy czoło. Coś go niepokoi. Zaprasza mnie wieczorem do szpitala na szybkie badanie krwi.
Niczego nieświadomy parkuję auto na szpitalnym parkingu i melduję się tam, gdzie się umówiliśmy. Atmosfera przednia. Żartujemy z pielęgniarkami, śmiejemy się. Ktoś pobiera mi krew i wracamy do wieczornych pogaduszek.
Po kilku kwadransach przychodzi mój doktorek. Mocno zaniepokojonym tonem oznajmia, że właśnie przeszedłem lekki zawał.
I w tej sekundzie coś się we mnie przełącza. Czuję, jak krew odpływa mi z głowy, a myśli zaczynają krążyć. Odzywam się i sam słyszę, że nie brzmię jak zawsze. Moja pewność siebie, radość i energia lądują w dźwiękoszczelnym, niewidzialnym worku. Nie poznaję własnego głosu, a w głowie mam już tylko czarne scenariusze. Doktorek ma do powiedzenia jedno: „Zapraszam na salę, łóżko już czeka”.
Załamany i zmęczony myślami zasypiam w jednej chwili.
Rano wcale nie jest lepiej. Dzwonię do kumpla i nie wierzę w swój przytłumiony głos. Jakbym słyszał osiemdziesięcioletniego staruszka gdzieś w oddali. Z każdą wizytą, z każdym litościwym słowem, którym wszyscy mnie żałują, czuję się coraz gorzej. Przez kilka dni leżę z holterem, który i tak co chwilę się ode mnie odczepia. Lekarze proszą, żebym leżał bez ruchu całą dobę, ale to się na nic nie zdaje. Postanawiają więc zrobić test wysiłkowy.
Po kilku dniach traktowania mnie jak kogoś po zawale stawiają mnie na bieżni. Po pierwszych krokach aż się cieszę. Czuję, jak krew wreszcie zaczyna płynąć w żyłach.
Po pięciu minutach pierwsze pytanie: czy daję radę i czy dobrze się czuję. Po piętnastu to samo pytanie i równie szybka odpowiedź. Lekarz zagląda jeszcze po czterdziestu pięciu minutach marszu i już nic nie mówi. Zamyka drzwi i odchodzi. Kontynuuję więc moje cardio.
Wraca po półtorej godziny i tylko wykrzykuje:
– Idź ty, chłopie, do domu! Ty nie masz żadnego zawału!
Po czterech dniach okazuje się, że markery, które pojawiły się w mojej krwi, nie są stuprocentowym dowodem na zawał. A ja przez te cztery dni z silnego faceta zrobiłem się staruszkiem. Tylko dlatego, że uwierzyłem w jedno zdanie.
Czym jest nocebo
O placebo słyszał prawie każdy. Pacjent dostaje tabletkę z cukru, wierzy, że to lek, i czuje się lepiej. Oczekiwanie poprawy uruchamia w ciele realne zmiany: spada napięcie, zmienia się odczuwanie bólu, poprawia się nastrój.
Nocebo to ten sam mechanizm, tylko odwrócony. Słowo pochodzi z łaciny i znaczy „zaszkodzę”. Człowiek spodziewa się czegoś złego i jego ciało zaczyna to zło produkować. Nie dlatego, że coś sobie wymyśla. Dlatego, że mózg nie odróżnia dobrze zagrożenia prawdziwego od zagrożenia, w które mocno uwierzył.
Nocebo nie potrzebuje trucizny, wirusa ani urazu. Wystarczy informacja. Diagnoza, ostrzeżenie, ulotka z listą skutków ubocznych, zmartwiona mina lekarza, a nawet współczujące spojrzenie rodziny.
Co się działo w moim ciele
Gdy usłyszałem „przeszedł pan zawał”, moje ciało dostało komunikat: jesteś w niebezpieczeństwie. Układ nerwowy przełączył się w tryb alarmowy. To ten sam tryb, który kiedyś ratował ludziom życie przed drapieżnikiem.
W takim stanie dzieje się kilka rzeczy naraz:
- Hormony stresu biorą górę. Kortyzol i adrenalina mobilizują ciało do walki albo ucieczki, a potem zostawiają je wyczerpane.
- Oddech się spłyca, a mięśnie napinają. Także mięśnie krtani. Stąd mój przytłumiony, obcy głos.
- Myślenie zawęża się do zagrożenia. Mózg szuka dowodów, że jest źle, i każde ukłucie w klatce piersiowej bierze za potwierdzenie.
- Energia znika. Ciało, które czuje się chore, oszczędza siły. Zmęczenie przychodzi samo.
Ten nagły sen zaraz po diagnozie nie był odpoczynkiem. To było wyczerpanie po wewnętrznej burzy.
Muszę tu być uczciwy wobec siebie. Część tego, co czułem, miała też zwykłe, fizyczne przyczyny. Kilka dni leżenia bez ruchu osłabia każdego, nawet zdrowego człowieka. Ale to nie leżenie zmieniło mój głos w pierwszej minucie po usłyszeniu diagnozy. To zrobiło jedno zdanie.
Pętla, która się nakręca
Najgroźniejsze w nocebo jest to, że samo się wzmacnia. U mnie wyglądało to tak:
- Słyszę diagnozę i wierzę w nią całkowicie.
- Ciało reaguje jak ciało chorego: słabość, cichy głos, czarne myśli.
- Zauważam te objawy i biorę je za dowód: „No tak, to naprawdę zawał”.
- Ludzie wokół mnie żałują, mówią ciszej, patrzą ze współczuciem.
- Każde takie spojrzenie potwierdza: „Jesteś chory”. I wracamy do punktu drugiego, tylko głębiej.
To przekonanie, które samo się uszczelnia: każdy nowy sygnał tylko je potwierdza. Tyle że tu nikt mnie nie oszukiwał. Sam je sobie zbudowałem z jednego zdania i z litości innych.
Dlaczego to jest naprawdę niebezpieczne
Moja historia skończyła się dobrze. Po czterech dniach wyszedłem ze szpitala, a po kilku tygodniach wróciłem do siebie. Ale gdyby test na bieżni odbył się po miesiącu, a nie po czterech dniach? Gdybym przez miesiąc żył jak człowiek po zawale, bał się wysiłku, oszczędzał się i słuchał współczujących słów? Nie wiem, kim bym dziś był.
Medycyna zna przypadki, w których nocebo poszło znacznie dalej.
Tabletki, które były niczym
W 2007 roku lekarze opisali przypadek młodego mężczyzny, uczestnika badania leku przeciwdepresyjnego. Po kłótni z partnerką połknął naraz kilkadziesiąt tabletek z badania. Trafił na ostry dyżur z gwałtownie spadającym ciśnieniem i był w stanie zagrażającym życiu. Gdy lekarz prowadzący badanie sprawdził, co dostał, okazało się, że był w grupie placebo. Połknął same pastylki bez substancji czynnej. Po usłyszeniu tej informacji w krótkim czasie wrócił do normy.
Jego ciało było gotowe umrzeć od leku, którego w ogóle nie zażył.
Skutki uboczne z cukru
W badaniach klinicznych część pacjentów dostaje prawdziwy lek, a część placebo. Regularnie zdarza się, że osoby z grupy placebo zgłaszają te same skutki uboczne, które wypisano w formularzu zgody: bóle głowy, nudności, zmęczenie, bóle mięśni. Przeczytali listę i ich ciało ją odtworzyło.
Śmierć z przekonania
Antropolodzy i lekarze od dawna opisują tak zwaną śmierć woodoo. Człowiek, który głęboko wierzy, że został przeklęty, potrafi naprawdę podupaść na zdrowiu, a w skrajnych przypadkach umrzeć. Amerykański fizjolog Walter Cannon już w latach czterdziestych XX wieku tłumaczył to skrajną, długotrwałą reakcją stresową. Nie potrzeba do tego magii. Wystarczy pewność, że jest się skazanym.
Najsilniejsza sugestia nosi biały fartuch
W pracy z hipnozą wiem jedno: sugestia działa najmocniej, gdy pochodzi od autorytetu i trafia w człowieka w stanie silnych emocji. Lekarz w szpitalu to jeden z największych autorytetów, jakie znamy. A wiadomość „przeszedł pan zawał” wywołuje szok, który działa jak trans. Krytyczny umysł wyłącza się w jednej chwili.
To był mój błąd. Na co dzień uczę ludzi, że słowa są programem. A sam w kluczowym momencie przyjąłem cudzy program bez żadnej kontroli. Ani jednego pytania. Ani jednej myśli w rodzaju: „Zaraz, przecież czuję się świetnie. Co dokładnie pokazały wyniki?”.
Zwróć uwagę, że lekarz nie powiedział nic złego w złej wierze. Nie był manipulatorem. Mówił to, co w tamtej chwili uważał za prawdę. Nocebo nie potrzebuje oszusta. Wystarczy autorytet, silna emocja i bezkrytyczna wiara.
Litość też jest sugestią
O tym rzadko się mówi. Najbardziej dobili mnie nie lekarze, tylko ludzie, którzy chcieli dobrze. Każdy, kto przychodził, mówił ciszej. Każdy żałował. Każdy patrzył na mnie jak na kogoś kruchego.
Każde takie spotkanie było małą sesją hipnozy z tym samym przekazem: „Jesteś słaby. Jesteś chory. Uważaj na siebie”. Po kilkunastu takich sesjach nie trzeba już nikogo przekonywać. Człowiek sam zaczyna w to wierzyć i sam zaczyna tak wyglądać.
Jeśli odwiedzasz kogoś w szpitalu, pamiętaj o tym. Twoja twarz i twój ton też są lekarstwem albo trucizną.
Jak się chronić przed nocebo
Nie da się żyć bez złych wiadomości. Nie chodzi o to, żeby ich nie słuchać, tylko o to, żeby nie wpuszczać ich do środka bez kontroli. Oto, co dziś zrobiłbym inaczej.
1. Oddziel informację od wyroku
„Wyniki wskazują na możliwy zawał” to informacja. „Jestem po zawale i moje życie się skończyło” to wyrok, który dopisałem sam. Między jednym a drugim jest przestrzeń. W tej przestrzeni masz wybór.
2. Zadawaj pytania, zanim uwierzysz
Pytania przywracają krytyczny umysł do pracy i wyprowadzają z szoku. Warto zapytać:
- Co dokładnie pokazały badania?
- Na ile to jest pewne, a na ile to podejrzenie?
- Co jeszcze mogłoby dać taki wynik?
- Jakie badanie to potwierdzi albo wykluczy i kiedy?
Gdybym zadał te cztery pytania pierwszego wieczoru, pewnie usłyszałbym: „Musimy to jeszcze sprawdzić”. A to brzmi zupełnie inaczej niż „przeszedł pan zawał”.
3. Słuchaj ciała, ale nie zamiast lekarza
Czułem się świetnie i to był ważny sygnał. Warto go powiedzieć głośno: „Nie mam żadnych objawów, czuję się w pełni sił”. Lekarz potrzebuje tej informacji tak samo jak wyników. Ale nie wypisuj się na własne żądanie tylko dlatego, że czujesz się dobrze. Zostań, zrób badania, poczekaj na pewność. Spokojnie i bez paniki.
4. Pilnuj swojego słownika
Zwróć uwagę, jak mówisz o sobie po złej wiadomości. „Jestem chory”, „jestem po zawale”, „moje serce jest słabe” to autosugestie, które powtarzasz sobie setki razy dziennie. Zamień je na zdania prawdziwe, ale niezamykające drogi: „Jestem w trakcie badań”, „Lekarze sprawdzają moje serce”, „Moje ciało wie, jak o siebie dbać”.
5. Wybieraj, kogo wpuszczasz
Masz prawo poprosić bliskich: „Nie żałujcie mnie, rozmawiajmy normalnie”. Masz prawo ograniczyć odwiedziny ludzi, po których czujesz się gorzej. Litość nie jest wsparciem. Wsparciem jest spokój i wiara w to, że sobie poradzisz.
6. Wróć do ciała, gdy tylko wolno
Pierwsze kroki na bieżni były dla mnie jak przebudzenie. Ruch przywraca ciału poczucie siły szybciej niż jakiekolwiek słowa. Gdy lekarz pozwoli, ruszaj się, choćby trochę. Każdy krok to sygnał dla mózgu: „Działam, żyję, daję radę”.
7. Wejdź w obraz zdrowego siebie
Tu przydaje się proste ćwiczenie z lustrem. Zobacz siebie takim, jaki jesteś dziś, bez oceniania. Odsuń ten obraz na bok. Na środku stwórz obraz siebie silnego i zdrowego, a potem wejdź w niego: jak oddychasz, jak stoisz, jak brzmi twój głos. To odwrotność tego, co zrobiła ze mną tamta diagnoza. Nocebo instaluje zagrożenie. Ty możesz zainstalować kierunek.
Jedno zdanie
Cztery dni. Tyle wystarczyło, żeby zdrowy, silny facet usłyszał w słuchawce głos osiemdziesięcioletniego staruszka. Nie zmieniło się nic w moim sercu. Zmieniło się tylko to, w co uwierzyłem.
To jest najważniejsza lekcja, jaką wyniosłem z tej historii. Słowa nie są niewinne. Te, które słyszysz od innych, i te, które powtarzasz sobie sam, mają moc programowania ciała. Tę samą moc, która przez cztery dni mnie postarzała, możesz wykorzystać, żeby się wzmocnić.
Zanim następnym razem uwierzysz w sto procent w złą wiadomość, zatrzymaj się na jeden oddech. Zadaj jedno pytanie. Ten jeden oddech może cię uchronić przed chorobą, której nigdy nie miałeś.
Zaproszenie: zaprogramuj się na siłę, a nie na strach
Moja historia pokazała mi jedno bardzo wyraźnie. Podświadomość przyjmie każdy program, który do niej wpuścisz. Jedno zdanie potrafiło mnie w cztery dni postarzać. To znaczy, że właściwie dobrane słowa i obrazy mogą działać równie mocno, tylko w drugą stronę.
Na co dzień uczę ludzi, że słowa są programem. Na sesjach hipnoterapii oraz w ramach mentoringu „Kontrola Umysłu” pracuję z hipnozą, autosugestią, programowaniem nawyków i technikami wyobrażeniowymi, takimi jak ćwiczenie z lustrem. Używam wyłącznie sugestii, które wzmacniają, bez straszenia i bez szukania w tobie „blokad”.
Podczas wspólnej pracy:
- rozpoznasz, jakie negatywne programy przyjąłeś od innych i od siebie,
- nauczysz się zatrzymywać złą wiadomość, zanim zamieni się w wyrok,
- zbudujesz obraz siebie silnego i spokojnego, do którego możesz wracać sam,
- wyjdziesz z prostymi ćwiczeniami do codziennego stosowania, bez uzależnienia od terapeuty.
Celem nie jest to, żebyś do mnie wracał. Celem jest to, żebyś sam umiał zarządzać tym, co wpuszczasz do swojej głowy.
To praca wspierająca. Nie zastępuje opieki lekarza, ale pomaga przejść przez badania, diagnozy i trudne wiadomości bez wpadania w spiralę strachu.
Sesje prowadzę w Ashton-under-Lyne (Greater Manchester) oraz zdalnie, dla Polaków w UK, Irlandii i w Polsce.
Jeśli chcesz najpierw sprawdzić, jak działa pozytywna sugestia, posłuchaj mojej darmowej, 15-minutowej hipnozy „Czyste Płuca”. Bez rejestracji.
Gdy będziesz gotowy na wspólną pracę, odezwij się: telefon / WhatsApp +44 7309 557655, e-mail vh.reiki.ntc@gmail.com albo formularz kontaktowy.

