Śmierć kliniczna: co zobaczyłem po drugiej stronie

Medytacja i relaks – sesje Reiki w Ashton-under-Lyne

Zanim nauczyłem się pomagać innym, sam musiałem wrócić. Byłem w stanie śmierci klinicznej, a potem przez trzy tygodnie w śpiączce. To, czego doświadczyłem po drugiej stronie, zmieniło wszystko, co myślałem o życiu, śmierci i o tym, po co tu jestem.

Oto fragment mojej historii.

Unoszę się w aksamitnie miękkiej, doskonałej jak perła ciemności. Dookoła absolutna cisza i ani jednego powiewu. Pierwszy raz w życiu myśli nie rozsadzają mi głowy. Jestem jak obserwator. Nie czuję siebie, nie mam ciała, które mógłbym czuć. Nie ma bólu, który towarzyszył mi od ponad roku.

Zauważam wreszcie jasny punkt, jakby pierwsza gwiazda na ciemnym niebie. (…) Zawisam w próżni naprzeciw wielkiej świetlistej kuli. (…) Światło nie razi, nie ma w sobie nic z ostrości żarówki czy słońca – jest miękkie, wszechobecne, dochodzi zewsząd naraz.

Ktoś przekazuje mi swoje myśli.

Nie możesz tu zostać, musisz wracać. To jeszcze nie koniec. Musisz pomóc.

– fragment rozdziału 1 „Ciemność i wojna”

„Musisz pomóc”

Te słowa zostały ze mną. Po powrocie czekały mnie cztery lata dializ i przeszczep – długa, ciężka droga. Ale właśnie ona doprowadziła mnie do tego, co robię dziś: hipnoterapii, pracy z podświadomością, Reiki i mentoringu dla ludzi, którzy sami przechodzą przez swoje piekło.

Jeśli przechodzisz przez coś, co wydaje się nie do udźwignięcia, nie musisz robić tego sam. Napisz do mnie lub zadzwoń – porozmawiajmy.

Sesje mają charakter wspierający i rozwojowy. Nie zastępują diagnozy ani leczenia lekarskiego – w sprawach zdrowia skonsultuj się z lekarzem. Polityka prywatności

Udostępnij:

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry